|

Kiedy brakuje mi mocy do działania, dopada mnie przygnębienie

Czasem, kiedy brakuje mi mocy do działania, dopada mnie przygnębienie. Mam wówczas wrażenie, że nie dam sobie rady, że nie podołam wszystkiemu temu, co wymyśliła sobie moje głowa. Ale przecież spadki mocy zdarzają się przecież każdemu – prawda?

W taki sposób tłumacze to sobie szukając sposobu na to aby nic nie robić. W pewnym sensie szukam wymówki, która mnie usprawiedliwi. To także wydaje mi się całkiem normalne – czy jest inaczej? Przecież praca, obowiązki i codziennie życie, bywają już mocno angażujące i co gorsza męczące, skąd więc wziąć energię na więcej?

Tylko, że ja tak nie potrafię…

Kiedy brakuje mi mocy do działania, zakładam opinające mój tyłek spodenki do biegania, sięgam po wyczyszczone niczym trofeum buty i wychodzę odpocząć przez godzinę. Nie fizycznie, bieganie wysysa ze mnie mnóstwo energii, chodzi o głowę i to, co w niej siedzi. I nawet kiedy mi się nie chce (przeważnie mi się nie chce) robię kilka wdechów i zaczynam przebierać szybciej nogami. Tak po prostu, bez większej filozofii, magicznego sposobu wyszukanego z internetu czy motywacyjnych tekstów – DASZ RADĘ, JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ. Biegnę, a kiedy wyprzedają mnie inni, biegnę dalej pomimo tego, że sam chciałbym wyprzedzać. Nie mam jednak mocy bo przecież i tak daję z siebie wszystko co tylko mogę.

Kiedy więc zostanie mi kilometr do mety i czas najwyższy przyspieszyć, w końcu finisz jest już na wyciągnięcie ręki, zaczynam gnać z wywieszonym na brodzie językiem. Okazuje się bowiem, że energii jest jeszcze sporo. Jeśli zastanawiacie się skąd? Ja tego nie wiem, przynajmniej jeszcze tego nie odkryłem.

Wbiegam na metę mówiąc sobie, że to była dobra robota i następnym razem będzie jeszcze lepiej. Później prąd się kończy więc idę spać.